<<< Strona główna |
<<< Z życia naszej Wspólnoty
Z życia naszej
Wspólnoty

 

Nie uważamy, by nasze małżeństwo nadawało się do "gazety"


To pierwsza myśl, jaka nasunęła się nam, gdy przyszła kolej na nasze świadectwo. Wydawało się nam, że jesteśmy tego niegodni, tyl przecież jeszcze w nas niedoskonałości.

Jesteśmy od 11 lat małżeństwem będącym w nieustannej drodze. Staramy się ciągle nawracać, lecz nie zawsze nam się to udaje, bo naturę mamy grzeszną i upartą, a i serce czasem jak z kamienia. Na szczęście istnieje Pan Bóg, a Jego nieskończone miłosierdzie spowodowało, że mimo, iż mieszkamy poza tutejszą parafią, trafiliśmy (w trzecim roku małżeństwa) do Wspólnoty Rodzin "Umiłowany i umiłowana" na Popowicach. Jest to środowisko normalnych, kochających się rodzin, które wspierają się wzajemnie w codziennym życiu, a przede wszystkim w drodze do zbawienia. Na pewno nie jest to klub dyskusyjny. Jest to WSPÓLNOTA, w której ważna jest prawdziwa przyjaźń, jedność i szczerość między wszystkimi jej członkami. Przychodzi się tu po to, aby (jak mówi Ojciec Kazimierz opiekujący się nami) przede wszystkim pogłębiać swoją relację z Bogiem i żyć na co dzień przedkładanymi pod rozwagę tematami, by wiara wplatała się w naszą codzienność, by ją przepajała i miała realny wpływ na nasze życie.

Poznaliśmy się dzięki harcerstwu (wtedy jeszcze podziemnemu) i takie jest właśnie nasze małżeństwo - harcerskie, bo ono nas ukształtowało. W naszym życiu nadal ważne są ideały zawarte w przyrzeczeniu harcerskim: służba Bogu i Ojczyźnie, ale przeniesione już na grunt rodziny (to też jest SŁUŻBA). Nie jest to łatwe w codziennym życiu. Na pewno chcemy być dobrymi rodzicami dla dwójki naszych dzieci - Ali i Jędrusia oraz dla mającego się narodzić kolejnego dzieciątka. Chcemy nauczyć je, że Pan Bóg powinien być zawsze na pierwszym miejscu w życiu i trzeba kochać Go i poznawać nieustannie, a cała "reszta" przychodzi sama. Wtedy jest się szczęśliwym człowiekiem!

Pan Bóg na pewno scala nasze małżeństwo, nasze wprost kontrastowe charaktery. Bez Niego chyba byśmy sobie z naszą miłością nie poradzili. Doświadczenie nas uczy, że im mniej dbamy o nasz relacja z Bogiem, tym mniej się kochamy. Bardziej widoczne stają się wówczas różnice między mami i zaczynają one przekształcać z taką siłą, że czasem trudno ją opanować. I odwrotnie. Wiemy, dzięki Wspólnocie, że nie istnieje prawdziwa jedność małżeńska bez Boga i Jego miłości. Ojciec Kazimierz nieustannie tłumaczy to nam podczas spotkań. Mówi też, że Boga trzeba traktować poważnie, jako prawdziwą, jedyną rzeczywistość. Wtedy człowiek może góry przenieść i być szczęśliwym. Słuchamy tego uważnie, ale różnie nam to praktyce wychodzi. Czasem górę bierze egoizm i pycha. Cierpimy jednak wtedy. Ale dzięki Bogu znamy drogę powrotu.

Dobrze, że istnieje w Kościele takie środowisko, które stanowi przeciwwagę dla dzisiejszego świata, który niestety proponuje coś zupełnie innego, coś co powoduje, że zatracamy nasze człowieczeństwo i naszą przynależność do Boga. Chcemy nieustannie poprawiać sobie byt więcej pracując, ciągle mniej wypoczywając, mniej rozmawiając ze sobą, a wszystko kosztem rodziny. Biegniemy w niedzielą kupować nowe telewizory i komórki, zwiedzamy nowe hipermarkety. Czy jesteśmy wtedy szczęśliwsi? A gdy przytrafi się nam jakieś nieszczęście, mówimy do siebie: "Gdzie jest Bóg?", "Nie ma Go", "Nic, tylko się powiesić". 

Zatrzymajmy się! Zdajmy sobie realny trud i odszukajmy Go. Paradoksalnie, od szukajmy inną, prawdziwą rzeczywistość, która JEST! Zauważmy piękno jesiennego liścia, maleńką stokrotkę, blask oczu współmałżonka. Odszukajmy w swoich sercach to miejsce, które przynależne jest tylko Bogu. Tylko wtedy człowiek może być naprawdę szczęśliwy tu, na ziemi. Tego z całego serca wszystkim życzymy, a chętne małżeństwa zapraszamy do naszej Wspólnoty - razem jest o wiele łatwiej!

Honorata i Robert Rajewscy 

artykuł ukazał się w Królowej Pokoju nr 9 (113) - grudzień 2007